„Mam wrażenie, że książki przychodzą do mnie zgodnie z etapem mojego życia” – Wywiad z Rahimem

„Książkę dostosowuję raczej do klimatu w danym momencie. Co więcej, mam wrażenie, że książki „przychodzą” do mnie zgodnie z etapem mojego życia” – o literaturze, PlayStation i oczywiście muzyce udało mi się porozmawiać z Rahimem. 

Sebastian „Rahim” Salbert urodził się 17 listopada 1978 r. w Mysłowicach. Działalność artystyczną rozpoczął w roku 1994 w mikołowskim składzie 3-X-Klan. Szerokiemu gronu odbiorców dał się poznać 2 lata później na albumie „Księga Tajemnicza. Prolog” Kalibra 44. Pojawił się na nim gościnnie jako producent utworu „Psychodela”, w którym to zaprezentował się również jako raper. Po rozpadzie 3-X-Klanu Rahim wraz z Magikiem i Fokusem założyli Paktofonikę. Od 2003 r. raper współtworzy z Fokusem grupę Pokahontaz,  która ma na koncie 3 krążki, z czego 2 pokryły się złotem.
Jako Straho Instrumentals Rahim wydał 2 albumy producenckie: „Experyment: PSYHO” i „DynamoL”. Rahim wydał też solowy album „Podróże po amplitudzie”. Nagrał również 2 płyty w duecie – „Homoxymoronomaturę” z L.U.C-em i „Optymistycznie” z Buką.

Kiedy możemy się spodziewać nowej płyty Pokahontaz?

Trudne pytanie, na które zawsze staram się unikać odpowiedzi (śmiech). W trakcie tworzenia płyty, przynajmniej w naszym przypadku, to nigdy nie jest pewnik. Staramy się nie zakłócać procesu twórczego. Z jednej strony mobilizujemy się z Fokusem, aby wszystko szło do przodu, ale z drugiej – nie mamy ciśnienia. Nie robimy niczego „na szybko”, „po łebkach”. Mamy ten komfort, że żyjemy w dobie „samowydawania”. To my dyktujemy warunki – nie jesteśmy zobligowani przez rynek, popyt czy kontrakty. Chcielibyśmy bardzo wydać płytę jeszcze w tym roku, oczywiście już w drugiej jego połowie.

Ostatnio na MaxFloRecTV trafiło sporo utworów z nowego albumu Kleszcza & DiNO, „Cyrku na qłq”. Kleszcz to artysta z tzw. laboratorium, czyli MaxFloLabu, w którym promujecie nowych raperów. To chyba trudna misja, prawda? Ludzie sami się do Was zgłaszają czy raczej to Wy musicie wyszukiwać potencjalne gwiazdy polskiego rapu?

Do MaxFloLabu zgłasza się sporo osób. Dostajemy wiele „demówek”, ale nie wygląda to tak, że siedzimy z założonymi rękami i czekamy, co się wydarzy. Obserwujemy rynek, sprawdzamy facebookowe tablice znajomych, dostajemy wiadomości polecające od zaprzyjaźnionych ludzi. Musimy być czujni, bo tak naprawdę nie wiemy, gdzie czai się talent i oczywistym jest, że nie chcemy go przeoczyć. Tak jak powiedziałeś, misja jest trudna. Dostajemy gigabajty materiałów – linków, plików itd. Przebrnięcie przez to nie jest łatwe, ale radzimy sobie i tych najciekawszych naszym zdaniem ludzi pokazujemy dalej.

Niedawno pojawiłeś się w klipie do utworu „Między piekłem a niebem” Kleszcza & DiNO. Muszę przyznać, że teledysk to totalny rozp***dol – wygląda jak zwiastun filmowy. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że najtrudniejszy do zrobienia był klip do „Sekundy” z Twojej solowej płyty. Ponoć nie miałeś pomysłu, jak go zrealizować. Jak oceniasz to z perspektywy czasu – dziś stworzenie którego z klipów uważasz za najbardziej problematyczne? 

Bardzo wczuwamy się w to, co robimy. W teledyskach często stawiamy na wielowątkowość,  na fabułę. Nierzadko zatrudniamy aktorów. Szanujemy naszego odbiorcę i dlatego stawiamy na jakość. Oczywiście mowa o teledyskach spod szyldu MaxFloRec. Wiadomo, że w przypadku MaxFloLabu nie mamy takich samych budżetów. Mimo to dla debiutantów też staramy się robić klipy bardziej złożone, niż na zasadzie „stoję pod ścianą, macham łapami i jest ok”, choć i takie nam się zdarzają. W MaxFloRec też pojawiają się prostsze realizacje, jak np. „Skrzypek na dachu” Skorupa & JazBrothers, gdzie Skorup po prostu chodzi po górach i „rozkminia”. Grunt to dopasowanie klimatu obrazka do klimatu utworu.

Kręcąc klip do „Między piekłem a niebem”, musieliśmy zaangażować w to bractwo rycerskie, elfy, krasnoludy, pójść do kopalni czy pojechać do opuszczonych miejsc. Ogółem było mnóstwo lokacji i dni zdjęciowych. Dodatkowym wyzwaniem było noszenie przez kilka godzin zbroi rycerskiej. Ogrom pracy, ale kiedy widzisz efekt końcowy i wiesz, że ludziom się to podoba, masz ogromne poczucie spełnienia. Poza tym zrealizowaliśmy wideo z gatunku, który kocham, czyli fantasy.

Jeśli chodzi o klip do „Sekundy”, to w tym samym czasie, w którym on powstawał, kilka razy zmieniał mi się manager. Komu nie dawałem tego projektu do zrobienia, to na nim polegał. Niełatwo było zorganizować drogę, rozwalone auta, karetki pogotowia, wozy strażackie itd. Sęk w tym, że służby ratunkowe muszą być cały czas w pogotowiu i ich wyjazdy poza bazę sporo kosztują. A prawda jest taka, że mimo iż niektóre z naszych wyglądają tak, jakby były za milion dolarów, to takich budżetów oczywiście nie posiadamy (śmiech). Nasze klipy są przede wszystkim wynikiem dobrej współpracy, kreatywności i zaangażowania.

Jakie są najbliższe plany wydawnicze MaxFloRec? 

Na zaawansowanym etapie są już prace nad nową płytą Skorupa & JazBrothers, BU czy Młodego. Single być może zwiastujące coś większego wypuszcza też Bob One. Nad kolejnym albumem pracuje poza tym K2, Buka, no i, jak już mówiliśmy, Pokahontaz. Myślę, że po wakacjach zacznie się sukcesywny wysyp premier spod naszego szyldu. Teraz tak się złożyło, że Kleszcz & DiNO wydali płytę w pierwszej połowie roku, a na drugą połowę już tworzy się kolejka.

Na polskiej scenie hip-hopowej jesteś obecny już od 20 lat. Obserwujesz jej rozwój. Jak oceniasz dzisiejszy, polski rap? 

Wytworzył się nowy nurt, który spokojnie można sklasyfikować jako odrębny gatunek. Mam na myśli nagrania trapowe – ostatnio są one w naszym kraju dość popularne i często bywają kopią tego, co dzieje się za oceanem. Przyznam, że nie jestem ich turbofanem – najzwyczajniej w świecie to do mnie nie przemawia. W żaden sposób nie ujmuję tej stylistyce, niemniej trochę odbiega ona od kanonu rapowego. W jedną stronę poszli twórcy newschoolowi i ich fani, w drugą – radykałowie, którzy robią hip-hop korzenny, bez auto tune’a. Na pewno istnieją oczywiście odbiorcy słuchający i jednego, i drugiego, tworząc część wspólną. Ja nie chcę w żaden sposób oceniać, co jest lepsze lub gorsze, bo, tak jak powiedziałem, mam wrażenie, że to jest bardziej inny nurt niż odnoga rapu, i taka ocena byłaby jak porównywanie ze sobą dwóch różnych gatunków muzycznych.

Przy okazji rozmowy o teledyskach wspomniałeś, że Twoim ulubionym gatunkiem jest fantasy. Jakie książki czytasz na co dzień? 

W jednym czasie czytam naprawdę różne książki. Aktualnie mam na półce „Taniec ze smokami” George’a R.R. Martina, „Przebudzenie” Anthoney’ego de Mello i książkę, którą dostałem na urodziny – „Terapię f**k it” Johna C. Parkina. W kolejce czeka biografia Ibry [Zlatana Ibrahimovića, szwedzkiego piłkarza pochodzenia bośniackiego i chorwackiego, napastnika w angielskim klubie Manchester United – przyp. red.].

Książkę dostosowuję raczej do klimatu w danym momencie. Co więcej, mam wrażenie, że książki „przychodzą” do mnie zgodnie z etapem mojego życia. Zdarza się tak, że dostaję książkę na urodziny czy święta, i nie zabieram się za nią od razu – ona leży i czeka. Przychodzi taki moment, że nagle coś w mojej głowie „przeskakuje” i mówię sobie „kurczę, zobaczę tę książkę”. Otwieram ją, zaczynam czytać i okazuje się, że jej tematyka idealnie pasuje do tego, co w danym momencie przeżywam. Pozwalam trochę losowi podsuwać mi książki. To bardzo fajne uczucie, kiedy ktoś „mówi” do ciebie o tematach, które w danym momencie siedzą w Twojej głowie, które cię trapią albo frustrują, i nagle dostajesz odpowiedzi, które tak naprawdę czekały na półce.

A czytałeś może Stephena Kinga? 

Horrorów nie czytam i nie oglądam. Nie lubię stresu przechodzącego w strach. Lubię napięcie thrillerowe, chociażby to, które jest w skandynawskich kryminałach. W literaturze szukam rozrywki, totalnego oderwania, wychillowania. No i wiadomo, że w książkach fantasy mamy akcję, potwory, zjawy i wszystkie inne rzeczy.

Interesujesz się rozwojem osobistym? Miałeś okazję czytać książki poruszające tę tematykę?

Lubię książki o samorozwoju. Dwie wspomniane przeze mnie wcześniej „Przebudzenie” i „Terapia fuck it”, są właśnie z tej kategorii. Bardzo lubię czytać takie książki, tym bardziej, że często „rozkminiam” życie, rozmawiam na jego temat z przyjaciółmi. Poza tym trafiam w takich książkach na odmienne filozofie, przemyślenia innych ludzi. Nie zawsze się z nimi zgadzam, ale mogę skonfrontować je ze swoimi poglądami. Często znajduję rozwiązania swoich aktualnych problemów albo przynajmniej jakieś podpowiedzi, w którą stronę ruszyć.

Wiem, że grasz też w gry. Ostatnio umieszczałeś na swoim Fan Page’u „FIFY”. 

Teraz to można by było powiedzieć, że gram w grę (śmiech). Ostatnio mam tak, że jak kupuję jakąś grę albo jak ją dostaję, to odpalam na kilka godzin i… (nie)stety wracam do mojej ukochanej „FIFY”. Dodatkowo zacząłem grać w lidze PLF oraz dostałem się do drużyny w Wirtualnych Klubach, więc można powiedzieć, że zostałem wchłonięty na dobre. 😉

Fot. Magdalena Salbert

Rozumiem, że dominują u Ciebie gry sportowe? 

Zawsze lubiłem „NBA”, grałem w nią wiele lat. „FIFA” jest w sumie następczynią „PES-u”, bo w pewnym momencie po prostu zmieniłem producenta piłki nożnej. Oprócz takich gier lubię również „Tomb Raidera”, „Cień Mordoru” czy „Battlefielda”. Nie gram w multiplayera – moja reakcja oko-ręka nie jest na tyle dobra, żebym się w nim sprawdzał. Wolę gry z fabułą, gdzie muszę coś rozwiązać. Jak trzeba strzelać, to strzelam, ale lubię mieć włączoną opcję naprowadzania celownika. Gram raczej w gierki przygodowo-fabularne, ale horrory oczywiście z tego wyłączam. Kiedyś dostałem jeden, pograłem z pół godziny i stwierdziłem, że to nie na moje nerwy i odpuściłem.

Rozumiem, że grasz tylko na PlayStation?

Głównie. Na komputerze grywam, kiedy wychodzi nowe „Civilization”; zawsze kupuję, chociaż nie różni się zbyt wiele od poprzednich. Jest wprawdzie inna grafika, gra jest bardziej rozbudowana, ale jej kręgosłup pozostaje ten sam. Bardzo lubię odkrywać, zbudować, co trzeba itd. Testowałem różne gry tego typu, ale jednak zawsze numerem jeden jest dla mnie „Civilization”.

Wrócę jeszcze do tematu muzyki, a dokładnie jej tworzenia. Jakie wskazówki miałbyś dla osób, które chciałyby spróbować swoich sił w rapie i poddać swoje umiejętności ocenie innych?

Wyznaje dwie zasady, które powtarzam w kółko, niezależnie od tego, kiedy jestem o to pytany. Czy pytano mnie dziesięć lat temu, czy dwadzieścia lat temu, czy dziś, zawsze mam jedną odpowiedź. Po pierwsze: trzeba szukać własnego stylu – to jest turbo ważne. Kiedy dostajemy w MaxFlo „demówkę” będącą czyjąś kopią, od razu to słyszymy – naleciałości z konkretnego rapera, konkretną „stylówkę”. To jest moim zdaniem bardzo złe. Uważam, że jeśli ktoś jest oryginalny, to da się to wyczuć. My jako wydawnictwo szukamy takich właśnie artystów – nie tych najpopularniejszych, a tych najciekawszych. Jesteśmy w stanie przekuć ich oryginalność w sukces i mamy na to dowody; to jest rzecz, którą we mnie zaszczepiono, kiedy byłem jeszcze raczkującym raperem, i dzisiaj raczej nikt nie pomyli Rahima z kimś innym. Drugą zasadę sparafrazowałem w utworze „Pompuj, pompuj” Pokahontaz – „Pompuj, pompuj, pompuj człowieniu, trenuj – ujrzysz (…)”.

„(…)progress w oka mgnieniu”.

Tak naprawdę jest to parafraza jeszcze z pierwszego Kalibra czy też jego „demówek”, gdzie było: „pompuj, pompuj, pompuj stary, ćwicz, żeby dobrym być, trzeba ćwiczyć”. W tym się wszystko zawiera, w każdej dyscyplinie. W zasadzie rap (rapowanie) można nazwać się swego rodzaju dyscypliną. Chodzi o to, że jeżeli chcesz być dobry, to musisz ćwiczyć.

W pewnym momencie zrobiło się tak, że młodzi raperzy, którzy dopiero co weszli na scenę, od razu przyjęli postawę: „ja chcę wydać płytę, ja chcę zarabiać hajs, ja chcę wszystko”. A to tak nie działa. Owszem, są jakieś jednostki, którym to w taki sposób „pyknęło”. One jednak nie zawsze mają talent czy coś do pokazania, ale po prostu pojawiły się w odpowiednim czasie i miejscu. Tak się zdarza, ale to jest cufal [w gwarze śląskiej: przypadek, traf, zbieg okoliczności, fuks – przyp, red.]. Ci, którzy coś osiągają i pozostają w świadomości dłużej niż jeden sezon, to ludzie naprawdę w swoją pracę zaangażowani, nieustannie ćwiczący. Dla mnie to właśnie oni osiągają największy sukces.

O co, tworząc utwór, artysta powinien zadbać w pierwszej kolejności – o podkład czy o tekst? Bo ilu raperów, tyle opinii. 

Potrafię stworzyć tekst do tykającego w głowie zegara, ale nie mam pewności, czy zmieści się on w linijce – czy nie okaże się, że mam o dwie sylaby za dużo, albo że coś technicznie nie będzie się zgadzać. Ale to zawsze zmodyfikować – uciąć, zmienić słowo, przedłużyć czy „przesylabować”. Różne są na to patenty i z racji tego, że robię to już trochę, umiem sobie z tym poradzić. Zgodzę się jednak, że jeśli masz bit i groove tego bitu, to jesteś w stania dołożyć flow swojego rapu, bo słyszysz pulsujący bas; albo możesz też stworzyć refren pod dany instrument i to na pewno wychodzi ciekawiej. Spotykałem się z sytuacjami, gdzie pisaliśmy tekst pod dany bit, a potem dostaliśmy lepszy podkład i to właśnie do niego nagrywaliśmy. Wychodziło to jeszcze lepiej, niż gdybyśmy nagrali utwór pod bit, do którego pisaliśmy tekst. Przykładem jest utwór „Rekontakt” otwierający drugi album Pokahontaz.

By | 2017-07-05T13:08:20+00:00 Lipiec 3rd, 2017|Inspirujący ludzie|0 Comments